Blog > Komentarze do wpisu
CZ. 32. Stowarzyszenie "Niedźwiadek".
Z prośbą o pomoc zwróciliśmy się do wielu osób reprezentujących różne urzędy lub instytucję. W końcu w mediach trwa kampania zwalczania przemocy w rodzinie, a zatem należało liczyć, że nasze działania nie pozostaną bez odpowiedzi. Tak myśleliśmy.

Stowarzyszenie „Niedźwiadek”, a kwestia Ośrodka Badań Dysleksji.

W grudniu otrzymaliśmy od Rzecznika Praw Dziecka dane kontaktowe dwóch organizacji zajmujących się udzielaniem pomocy osobom dotkniętymi problemem przemocy w rodzinie. Pisałem już, że początkowo nie zamierzałem korzystać z pomocy tych jednostek, bo sam radziłem sobie bardzo dobrze, jeśli chodziło o psychikę dzieci i Natalii. Jednak problem stanowił sposób uczenia się Renatki.

W pierwszym etapie wykonywałem wszystkie jej zaległe i aktualne zadania domowe sam, a ona jedynie je wpisywała. Już po kilku tygodniach przeszedłem do kolejnego etapu, polegającego na tym, że wcześniej wytłumaczyłem jej jak rozwiązać konkretne zadanie, ale to ona sama miała ostatecznie je wykonać, a ja tylko mówiłem czy myśli prawidłowo, czy nie. Mówiłem „dobrze” lub „źle” po każdym wykonanym przez nią kroku. Kolejny etap: przestaje tłumaczyć jak wykonać konkretne zadanie, ale daje zbliżony przykład, a Renatka miała dostosować to do swojego. W następnym etapie przestaje potwierdzać prawidłowość jej toku myślenia po każdym kroku, ale dopiero po wykonaniu całego zadania. Z czasem daje przykłady zadań coraz bardziej odbiegające wzorem od zadania, które ona ma wykonać, ale zawierające podobne elementy. Kolejne etapy to powolne usuwanie się w cień i coraz większy wkład pracy samej Renatki. Ostatecznie, po ok. roku przestaje jej udzielać jakiejkolwiek pomocy i dalej uczy się samodzielnie.

Z przejściem do każdego, kolejnego etapu wiązały się problemy. Renatka była zbyt bystra i zawczasu domyślała się, że to ona ma obowiązek zwiększać swój nakład pracy i dlatego, za każdym razem obmyślała nową technikę, aby przedłużyć maksymalnie etap poprzedni. Dlatego też początkowo nie miałem pewności, czy to znikanie zdobytej wiedzy, o czym pisałem wcześniej było efektem jej bystrości czy wydarzeń związanych z jej ojcem. Lecz, kiedy po 15 grudnia nastąpił blisko 3 tygodniowy okres spokoju, to nastąpił duży skok w procesie nauki i to tajemnicze znikanie wiedzy było mniej dostrzegalne. Jednak znów ten problem powrócił wraz z ponownym rozpoczęciem kontaktów z ojcem. W ten sposób uzyskałem pewność, że działania taty mają duży i negatywny wpływ.

Pod koniec stycznia 2007 roku w szkole nastąpiło podsumowanie pierwszego półrocza. Ta sama pani, która w jeszcze w czerwcu roku poprzedniego poinformowała Natalię, że Renatka na pewno pozostanie w 3 klasie na kolejny rok właśnie stwierdziła, że jej pozycja nie jest już zagrożona, ale też jeszcze nie jest pewne, że ostatecznie zda. Ja również miałem obawy, co będzie dalej. Dotychczasowe postępy, chociaż wydawały się ogromne, to jednak dopiero miałem za sobą łatwiejszy etap polegający na uzupełnianiu wiedzy z 2 pierwszych lat nauczania zintegrowanego i pierwszego półrocza roku 3. Natomiast w drugim półroczu 3 klasy zaczynały się już trudniejsze zadania mające na celu przygotować ucznia do następnego etapu nauczania. Miałem uzasadnione obawy, że mogę nie zdążyć przygotować Renatki do testu kompetencji, ponieważ nie radziłem sobie z tym znikaniem zdobytej wiedzy. Dlatego postanowiłem skorzystać z pomocy jednej z organizacji, których dane otrzymałem, od RPD. Wybór padł na stowarzyszenie „Niedźwiadek” w Warszawie. Liczyłem, że ktoś stamtąd zna jakąś cudowną metodę, aby pozbyć się tego problemu.

Dokładnie nie pamiętam, kiedy zgłosiliśmy po raz pierwszy, ale było to chyba w połowie lutego, tuż po pierwszej wizycie pani kurator. Przyjęła nas wtedy pani, która przedstawiła się, jako Barbara Stawińska, psycholog. Wprowadziłem panią ogólnie w zagadnienie związane z sytuacją rodzinną Renatki i następnie wyłuszczyłem zasadniczy problem z nauką.

Nie pamiętam, czy spotkania w Ośrodku Badań Dysleksji w Przemkowie oddalonym od nas zaledwie o 7km zaczęły się wcześniej czy później, ale ostatecznie jeździliśmy 2 razy w tygodniu do „Niedźwiadka” i raz do OBD. Później już tylko raz tygodniowo do każdego miejsca. Jeździliśmy oczywiście całą rodziną, ale to Renatka miała te spotkania.

W krótkim czasie wyjazdy do „Niedźwiadka” stały się przyjemnością i nie tylko z powodu towarzyszących atrakcji, natomiast wizyty w OBD dziewczynki traktowały, jak zwykły obowiązek. W Warszawie Renatka miała indywidualne spotkania z panią Stawińską, a w Przemkowie były to spotkania w małej grupie. W obu przypadkach panie zajęły się poszukiwaniem źródła problemu, przynajmniej w moim mniemaniu, jednak pani z „Niedźwiadka” skupiła się na wskazanych przeze mnie problemach rodzinnych. Niestety w żadnym przypadku nie zajęto się problemem znikania zdobytej wiedzy.

O dziwo i ten problem zminimalizowałem całkiem przypadkowo sam. Duże znaczenie miała pomoc ze strony Waldka, a mianowicie zerwanie wszelkich kontaktów z własnymi córkami po ograniczeniu praw rodzicielskich. Jeszcze pod koniec kwietnia bałem się o wynik testu kompetencji. Niestety jak się okazało błąd leżał po mojej stronie, ponieważ jak do tej pory nie wiedziałem, co robię źle.

Pokażę to na przykładzie rozwiązywania zadań z matematyki. Jeśli Renatka miała przykładowo dodać 7 do 8 i następnie podzielić wynik przez 3, to w pierwszym etapie prawidłowo zsumowała 7 i 8 w ciągu niespełna kilkunastu sekund, ale gdy już miała wynik podzielić przez 3 to obliczanie zajmowało jej nawet 40 min. Po prostu zapominała jak się dzieli. Oczywiście początkowo zacząłem wplatać w to zabawę typu:

- Jak obliczysz ile jest 15 podzielić na 3 to zabawimy się w to czy tamto.

Niestety wynik był marny. Któregoś dnia już nie wytrzymałem i zamiast wymyślać jakieś dodatkowe rozrywki, zrezygnowany nerwowo powiedziałem:

- Renatka, jeśli masz 15 cukierków i chcesz je podzielić dla 3 koleżanek, to po ile dasz każdej, aby wszystkie miały po równo?

- 5.

Powiedziała to po zaledwie kilkudziesięciu sekundach. W ten sposób zrozumiałem swój błąd. Zamiast zabawę wplatać pomiędzy naukę, to z nauki należało zrobić zabawę. Proste? Widać dla mnie niebyło to takie oczywiste.

Tak naprawdę podany tu przykład jest raczej poglądowy niż rzeczywisty, bo w praktyce stosowałem zabawy związane z nauką, jednak dopiero po tym odkryciu były one bardziej dopasowane do aktualnych potrzeb. Wprowadzając tę technikę spowodowałem, że wspomniany problem z zapominaniem wiedzy przestał być dokuczliwy, ale nie zniknął całkowicie. Jednak to starczyło. Test kompetencji Renatka zaliczyła z wynikiem 66 pkt. Nie pamiętam ile można było zdobyć maksymalnie, ale ten wynik dawał jej pewną trójkę.   

Wracając do omawianych instytucji. Po kilku miesiącach uczęszczania na zajęcia miałem wątpliwości, co do sensowności tych spotkań. Dalej w moim mniemaniu w obu ośrodkach panie szukały przyczyn problemów, a nie zajmowały się ich likwidacją. Jednak, o ile do „Niedźwiadka” zgłosiliśmy się sami, to do OBD Renatkę wysłała szkoła, a zatem z tego pierwszego mogliśmy zrezygnować. Z drugiej zaś strony to wizyty warszawskie sprawiały przyjemność.

Po pewnym czasie ponownie porozmawiałem z obiema paniami, zwracając uwagę na problem, który dla mnie był najważniejszy, ale tylko pani Stawińska zareagowała prawidłowo i już od następnego spotkania zaproponowała podzielenie dotychczasowego czasu wizyty. Od tego momentu połowę czasu Renatka spędzała z panią Basią, a drugą część z pedagogiem. Natomiast w OBD, pani i owszem wysłuchała mnie, ale nic się nie zmieniło. Nie wiedziałem nawet, czy pani jest psychologiem, czy pedagogiem, czy może pełni obie funkcje. Odniosłem wrażenie, że pani z OBD realizuje jakiś harmonogram i nie zamierza nic w tym zakresie zmieniać. Ponadto, rozmawiając z obiema paniami zauważyłem, że tylko od pani Stawińskiej bije pewien rodzaj ciepła. Było widać, że ta osoba w pełni się angażuje w to co robi, była zawsze radosna i komunikatywna, chociaż wykonywała swoją prace całkowicie za darmo. „Niedźwiadek” to Organizacja Pożytku Publicznego, czyli rodzaj stowarzyszenia powstałego z prywatnej inicjatywy i całkowicie nieodpłatnego.

Po pewnym czasie rozpoczęły się rozmowy z panią Stawińską, które odbywały się zarówno z jej inicjatywy, jak i mojej. Omawialiśmy nasze spostrzeżenia, wnioski, pomysły jak postępować w określonych przypadkach itp. Taki rodzaj podsumowań. Pani Stawińska nigdy nie odmówiła takiej rozmowy, nawet jeśli kolidowała ona z następnym spotkaniem, co najwyżej prosiła o lekki pośpiech. Natomiast w OBD, trudno było dostać się do pani, która zajmowała się Renatką, a jak się już to udało, to odnosiłem wrażenie, że mówię do ściany.

Spotkania w OBD skończyły się pod koniec roku szkolnego 2008 podsumowaniem, z którego nic nie wynikało. Pani ostatecznie nie stwierdziła dysleksji u dziewczynki, ale też nie wykluczyła, że może ją posiadać i dlatego w piśmie końcowym zaznaczyła konieczność zwracania szczególnej uwagi na Renatkę podczas zajęć szkolnych itp. Wizyty w „Niedźwiadku” zakończyły się również w tym samym czasie. Pani Stawińska w rozmowie końcowej powiedziała wprost:

- Wszystko jest już w porządku i nie widzi dalszej potrzeby uczęszczania i etc.

Spotkania w „Niedźwiadku” miały tak pozytywny oddźwięk, że w którymś momencie poprosiłem, aby i Karolina mogła na nie uczęszczać. Oczywiście nie dla towarzystwa, ale dlatego, że i ona borykała się z dużym problemem, z którym nie mogłem sobie poradzić.

Strach, paraliżujący strach.

W sytuacji zagrożenia Karolina wpadała w panikę w charakterystyczny sposób. Ogarniał ją niesamowity paraliż. Już wydarzenia z początku lutego 2007 roku pokazały mi jak to jest groźne. Ona nie potrafiła uciekać. Karolina jest bardzo ładną dziewczynką i do tego nastolatką. Lada moment zaczną za nią latać chłopcy. I wszystko byłoby ok., gdyby nie fakt, że w dzisiejszych czasach wśród młodzieży panuje moda na skrajny rodzaj agresji. Prawie w każdej szkole jest grupa chłopców, którzy zdobywają najładniejsze dziewczyny eksponując swoją siłę fizyczną. Niestety nie zawsze rozumieją, że jeśli dziewczyna mówi nie, to znaczy „NIE”. Jeśli Karolina znajdzie się w takiej sytuacji, to prawdopodobnie sparaliżuje ją strach i nic nie zrobi, a to może zostać zinterpretowane, jako jej przyzwolenie na wszelkie działanie.

Ja ze swej strony próbowałem uczyć ją okazywania sprzeciwu, „mówienia NIE”, ale dzisiaj to jedynie mnie potrafi się sprzeciwić. Swego czasu próbowałem obie dziewczynki nauczyć podstawowych zasad obrony i zadawania ciosów, które chociaż na chwilę obezwładnią przeciwnika. Niestety tylko Renatka przyswoiła część tej lekcji. Ostatnią deską ratunku jest pilnowanie Natalii, aby utrzymywała z córką doskonały kontakt. Chodzi mi o to, aby w okresie dojrzewania zminimalizować efekt „młodzieńczego buntu”. Pragnę, aby Karolina możliwie jak najdłużej mogła powierzać swoje tajemnice mamie. Ja wcale ich nie muszę znać. Wydaje mi się, że jestem dosyć spostrzegawczy i jeśli coś złego będzie się działo to powinny mi wystarczyć szczątkowe informacje, które zdobędę od Natalii. Niestety to wciąż mało. Punktem kulminacyjnym była reakcja Karoliny na moście w Warszawie, gdy wiał silny wiatr. Wpadła w taką panikę, że niechciała nigdzie iść. W takiej sytuacji zwróciłem się do pani Stawińskiej z prośbą o pomoc.

Ostatnie miesiące do stowarzyszenia „Niedźwiadek” chodziły obie dziewczynki, jednak nie udało się zwalczyć problemu Karoliny. Tym nie mniej pani Stawińska nie widziała potrzeby kontynuowania dalszych spotkań. Dlaczego?

Dlatego: Podczas całego okresu uczęszczania na te spotkania, Renatka, a potem i Karolina mówiły, co robiły z panią psycholog, jakie pytania zadawała i w jakie gry się bawiły. One tego nie dostrzegły, ale ja tak. Pani Stawińska sprawdzała, jakie rzeczywiste zamiary ma każdy dorosły uczestnik sporu, w którym uczestniczą obie dziewczynki, a przede wszystkim sprawdzała mnie, czy nie wykazuje skłonności pedofilskich, lub innych wrogich zamiarów.

A WIĘC JEDNAK MOŻNA.

Od początku nikomu nie kazałem wierzyć mi na słowo. W większości przypadków nawet nie opowiadałem całej historii Waldka i Mrozek tylko koncentrowałem się na pewnych szczegółach. Jednak ze wszystkich instytucji, jednostek, czy osób prywatnych tylko pani Stawińska ze stowarzyszenia „Niedźwiadek” pofatygowała się sprawdzać moją wiarygodność i prawdziwość moich słów. Pozostali z góry zakładali, że nie mówię prawdy, bo opowiadana przeze mnie historia wydaje się mało prawdopodobna.

niedziela, 03 października 2010, piefkej

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: