Blog > Komentarze do wpisu
Cz. 47. Raport detektywów i zeznania pedagog szkolnej.
Ile jest warte żcie dziecka dla urzędnika odpowiedzialnego za bezpieczeństwo najmłodszych obywateli? Z każdym dniem sądze, że coraz mniej.

Raport detektywów i zeznania pedagog.

Wrócę jeszcze na chwilę do moich zeznań. Sędzią, podobnie jak ten prowadzący sprawę z pozwu Waldka (K 501), uniemożliwiał mi zeznawanie i zadawanie pytań. Mówiąc najprościej pozbawiał mnie prawa do obrony. Jednak w przeciwieństwie do swego poprzednika ten dokładniej sprecyzował swój zamiar.

Sędzia kilkakrotnie przerywając mi, w którymś momencie powiedział:

- Proszę się koncentrować na wydarzeniach, o które pan został oskarżony!

Czyli miałem opisywać wyłącznie jak atakowałem panią Mrozek i jej dzieci inaczej mówiąc miałem opisywać zdarzenia i zadawać pytania związane z wydarzeniami, które nigdy nie miały miejsca. Gdybym miał tak zrobić to w zasadzie mógłbym się w ogóle nie odzywać.

Ciężko też było mi zadawać pytania odnoszące się do wymyślonych zdarzeń, ponieważ nie znałem wcześniej szczegółów, a zatem nie miałem punktu zaczepienia. Można przecież powiedzieć, że kiedyś tam, gdzieś komuś groziłem śmiercią, ale jak udowodnić, że tak twierdzący kłamie. Przecież nie ma świadków, miejsce zdarzenia zostało bliżej nieokreślone tak, aby w przypadku problemów można było powiedzieć, że miało się na myśli inne, a i czas również nie został określony. Schemat charakterystyczny dla działań Mrozek, ponieważ sama właśnie tak postępowała w latach 2004-2006 do momentu mojego pojawienia się. Atakowała dzieci Kubasińskich dbając o to by nigdy nie było świadków.

Koncentrowałem się na wydarzeniach, którym nie można było zaprzeczyć. Wyznaję zasadę, że „kłamstwo ma krótkie nogi”. Wiedziałem, że opisując takie właśnie wydarzenia, oboje będą kłamali i tu szukałem możliwości podważenia ich prawdomówności.

Raport detektywów.

10 września 2007 otrzymałem raport z biura detektywistycznego. Za usługę detektywów zapłaciłem 7 320 zł. Czytając raport byłem zdruzgotany. Wynikało z niego, że Waldek i pani Mrozek doskonale opiekują się dziećmi. Wg opinii sąsiadów Waldek jest miłym i uczciwym człowiekiem, ciężko pracującym. Wszystko stało się jasne, jak przesłuchałem nagrania dostarczone razem z raportem. Wg nagrań detektywi od razu przyznawali się do swojej profesji. Nie działali incognito, tylko jawnie, a to od razu zamykało ludziom usta. Jedynie katechetka szkolna potwierdza, że „dochodziły do niej sygnały”, że Waldek mógł się znęcać nad dziećmi Mrozek, ponadto jest też informacja o dziwnym zachowaniu się małego Tadzia, któregoś dnia w szkole. Bawił się jakimś nożem, ale nikt w tym nie dostrzegł oznak traumy.

Rap.Det.01

Fot 1. Strona raportu z informacją o rozmowie z katechetką

Ponadto w raporcie napotykam na pierwszy z wielu błędów. Wg niego pani Mrozek ma dwie córki i syna. Informacja o drugiej córce jest dla mnie nowością. Co prawda, jedna z sąsiadek kiedyś tam wspomniała coś o rzekomej drugiej córce tej pani, ale nikt więcej nie potwierdza tej informacji i do dnia dzisiejszego się ona nie potwierdziła. W raporcie jest też zdjęcie matki Mrozek z jakąś dziewczynką, której nie rozpoznaje, ale zdjęcie też nie jest najwyraźniejsze, dlatego nie mogę powiedzieć czy przypadkiem nie jest to Grażynka Mrozek, czy też inna dziewczynka.

Czytając raport odniosłem wrażenie, że detektywi po prostu pojeździli sobie przez kilka dni na mój koszt, a nic nie zrobili. W raporcie umieścili stek bzdur i nic niewartych informacji. Moja intuicja już wcześniej podpowiedziała mi, że niechętnie chcą się podejmować tego zlecenia. Przy pierwszej rozmowie telefonicznej podali cenę ok. 1200 zł za dzień pracy, a po zapoznaniu się z treścią zadania już cena brzmiała 1500 zł, później to zaoferowanie przeprowadzenia badań poligraficznych, też kazało mi sądzić, że detektywi nie są zainteresowani taką sprawą i pewnie, dlatego nie przyłożyli się do niej.

W raporcie umieścili także informacje, że pani Mrozek 4 września 2007 roku tuż przed wyjazdem na pierwszą rozprawę wstąpiła na chwilę do jakiejś tam koleżanki. Podali adres: ul. Stołeczna 60 w Kozłówce, ale nie podali nazwiska tej koleżanki, zresztą po co.

Rap.Det.02

Rap.Det.03

Fot 2 i 3. Raport detektywów. Zapis z dnia 4 września 2007.

Pierwsza moja myśl, gdy czytałem ten fragment: „po co mi informacja o jakiejś tam wizycie u koleżanki?”.

Byłem załamany.

Rap.Det.04

Fot 4. Raport detektywów. Wnioski.

27 września 2007 roku. Drugi dzień rozprawy.

Tego dnia zeznaje pedagog szkolna ze Szkoły Podstawowej w Kozłówce, pani Małgorzata Wąsik.

W protokole jest napisane, że nie żądałem składania przysięgi przez panią pedagog. Dokładnie nie pamiętam, ale jest to możliwe. Dla mnie pani pedagog nie była osobą powiązaną z Mrozek, tylko pracownikiem szkoły i po prostu jej ufałem. Kobieta, która pracuje zawodowo z dziećmi nie może kłamać w ich sprawie.

Przysłuchiwałem się zeznaniom pani pedagog i nie mogłem uwierzyć własnym uszom.

Protokół K1001/9

Fot. 5. Zeznanie pani pedagog z dnia 27 września 2007 r.

PANI PEDAGOG KŁAMAŁA!

Pani Mrozek została wezwana do szkoły z powodu skargi jej syna i to jest fakt niezbity. Z tego i tylko tego powodu, nie było innego. Wiedziałem to z własnego doświadczenia. Najpierw informacja od Natalii o rozmowie z katechetką i słowa tej pani: „Ja tego tak nie zostawię…”, które przekazała mi Natalia. Informacje, które rozeszły się po Kozłówce o wezwaniu pani Mrozek z powodu skargi jej syna. Późniejszy telefon Mrozek z pogróżkami pod adresem Natalii. Fakt, że Mrozek i Waldek Kubasiński nie informowali sądu o moim atakowaniu dzieci na rozprawie K 501. Słowa Katechetki w raporcie oraz przyznanie się Waldka na rozprawie K, 1001 o czym pisałem w poprzednim wpisie.

Mrozek nie była wzywana z powodu, który przedstawiła pedagog. Z tego powodu nie wzywa się rodziców w szkole gdzie uczęszcza ponad 1000 uczni i znajdującej się na terenie atrakcyjnym pod kątem inwestycji budowlanych. Tutaj, co chwilę ktoś się wyprowadza i co chwilę ktoś się wprowadza. Zatem co chwilę szkoła wzywałaby jakiegoś rodzica no chyba, że z tym konkretnym dzieckiem wiążą się jakieś nietypowe problemy, ale przecież ani raport detektywów, ani rzekome opinie sąsiadów o niczym takim nie wspominały.

Byłem zszokowany.

Byłem załamany.

Tego dnia wróciłem do domu kompletnie rozbity, cichy, zamknięty w sobie i jednocześnie wściekły na cały świat. Jak tak można? Byłem wściekły na pedagog, która kłamała, na raport detektywów, który nic nie wnosił, a nawet bronił Mrozek i Waldka.

Od razu położyłem się do łóżka, ale nie mogłem zasnąć. Przyszła noc, a ja dalej nie mogłem zasnąć. Ciągle po głowie chodziło mi zeznanie tej kobiety i denny raport. Zamiast konkretnych informacji o znęcaniu się nad dziećmi, jakieś bezwartościowe informacje o wizytach Mrozek u jej koleżanek.

Mijają kolejne godziny nocne. Nawet nie poczułem oznak zmęczenia, tylko leżałem. Cały czas po głowie chodziło mi zeznanie pedagog i raport. Dwukrotnie w ciągu krótkiego czasu zostałem oszukany. Z jakiś przyczyn moje myśli koncentrowały się na bezwartościowej informacji o wizycie Mrozek u swojej koleżanki.

W środku nocy wstałem i zajrzałem jeszcze raz do raportu. Zauważyłem wtedy, że to spotkanie Mrozek z koleżanką odbyło się 4 września o 9:30, na pół godziny przed rozprawą. Zadałem sobie pytanie, po co Mrozek wstąpiła do jakiejś tam koleżanki, na półgodziny przed planowaną rozprawą? Przecież przez to mogła się spóźnić. Może chciała coś oddać? I dlaczego detektywi w ogóle umieścili tak małoistotną informację? Może właśnie, dlatego że odbyła się tuż przed rozprawą?

A co jeśli byłby to prywatny adres pani pedagog? Gdyby tak było, mogłoby to świadczyć, że pomiędzy obiema paniami doszło do jakiegoś nieformalnego porozumienia. Oczywiście jeśliby to był adres pani pedagog? Ale jak to sprawdzić?

Przyjrzałem się jeszcze raz tej części raportu. Adres wydawał mi się skądś znany, ale nie wiedziałem skąd. W Kozłówce nie kojarzyłem takiej ulicy. Ale była taka w Kazewie. Małej wiosce przylegającej do Kozłówki. Wyjeżdżając Z Kozłówki i wjeżdżając do Kazewa można nie zauważyć tablicy z informacją.

Spojrzałem na spis ulic na jakiejś mapie Kozłówki. Faktycznie nie ma takiej ulicy. Ponadto jest tylko jedna taka ulica i to właśnie w Kazewie. To jest ulica, na której mieszkają znajomi Natalii, państwo Ostaszewscy. Ci, u których Natalia wraz z byłym mężem Waldkiem podnajmowali początkowo pokój (wpis 3), a później ja rozmawiałem z właścicielką sklepu i skąd później pomagałem przywieźć piłę Krauzego do cięcia drewna (wpis 15). Ale to nie był ten adres, to był adres sąsiedni.

Postanowiłem sprawdzić, czy adres podany w raporcie nie jest przypadkiem adresem pani pedagog. Nie chciałem czekać do rana i dzwonić do państwa Ostaszewskich.

Internet.

A dokładniej internetowa książka telefoniczna. Kiedyś adres i nr telefonu były ogólnie dostępne w wielkich żółtych księgach Telekomunikacji Polskiej. Dzisiaj firmy telekomunikacyjne dbają już o tajemnicę danych osobowych, ale nie robi tego TPSA. Dlatego odpaliłem Internet i zacząłem szukać.

Wpisałem „Wąsikowa” i adres z raportu. Chwilkę czekam.

Na ekranie wyświetlił się napis: „Brak rekordu”

No cóż, przez chwilę miałem nadzieję, ale właśnie ją straciłem. Już chciałem wyłączyć komputer, gdy zaświtało mi coś w głowie. Przecież żyjemy w świecie, gdzie mężczyzna jest uważany za głowę rodziny.

Wpisuje „Wąsik” i adres z raportu. Chwilkę czekam.

BINGO.

Adres: Stołeczna 60 w Kazewie to dom Wąsików.

Pozostała jeszcze jedna rzecz do sprawdzenia. Czy przypadkiem nie mam doczynienia ze zbieżnością nazwisk? Odczekałem do rana, aż Natalia się obudzi i poprosiłem ją, aby zadzwoniła do Ostaszewskich, i zapytała się, czy ich sąsiadką jest pani pedagog szkolna.

Po chwili miałem już potwierdzenie.

Pani Mrozek na półgodziny przed rozpoczęciem rozprawy spotkała się prywatnie z panią pedagog szkolną, późniejszym świadkiem.

 

niedziela, 30 stycznia 2011, piefkej

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: